29 listopada, 2016

Po czym poznać, że dobrze wybrałaś swoją zmianę?

W większości moich wpisów staram się zachęcić Ciebie do podjęcia tych trudnych kroków i zawalczenia o swoją zawodową przyszłość. Udaje mi się? Mam nadzieję, że tak. W każdym razie, w każdej chwili możesz do mnie napisać, czy to na Facebooku, czy w mailu, jak wolisz. Pisz. W kółko piszę o tym co przed, co Ciebie czeka, z czym będziesz musiała się zmierzyć. Ale tym razem, chyba pierwszy raz odkąd zaczęłam tutaj pisać, napiszę Ci coś, o czym nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz. Napiszę Ci o tym......

 

Po czym poznać, że dobrze wybrałaś swoją zmianę? 

Wiele kobiet, jak decyduje się na zmianę, zazwyczaj zakłada własną działalność i wypływa na szerokie wody biznesu. Bardzo to chwalę, bo choć pracy na swoim jest szalenie dużo, to jednak taki krok jest ważny dla każdej z nas, nawet jeśli za jakiś czas okaże się, że zamknięcie biznesu jest nieuchronne.. Ja jednak postanowiłam zmienić zawód, zdobywając nowe kwalifikacje i decydując się na pozostanie na etacie. Gdy zostałam księgową, nie było opcji własnej działalności. Z resztą, kto trzeźwo myślący powierzyłby mi swoje księgi? Ja sama sobie bym wtedy nie powierzyła ;) Dlatego nawet nie brałam takiego rozwiązania pod uwagę tylko wszystkimi siłami starałam się dostać do kogoś do pracy na etacie.

W pracy w kółko o wszystko pytałam....


Lata mijały a ja uczyłam się ile mogłam. W pracy w kółko o wszystko pytałam, dociekałam, w domu przeliczałam, nieustannie podglądałam i ćwiczyłam. Ciągle czytałam nowe rozporządzenia, zmiany w ustawach, interpretacje podatkowe. Chłonęłam, choć na początku wydawało mi się, że ja nawet nie rozumiem tego o czym oni wszyscy do mnie piszą.... A dziś? Dziś uśmiecham się sama do siebie na wspomnienie tamtej Moniki... Dziś płynnie posługuję się ustawami, mam świeże spojrzenie na większość tematów, trochę zadziornie próbuję weryfikować rzeczywistość na zasadzie nie da się? To ja Wam pokażę, że da się! 

I wiesz co? Ja tego wszystkiego nie robię z musu, dlatego że tak trzeba, ponieważ zawód księgowej wymaga stałej aktualizacji wiedzy. Nie robię tego, bo mi ktoś każę. Robię to dlatego, bo mnie to ciekawi, bo chcę wiedzieć, bo chcę być jeszcze lepsza, choć już teraz uważam, że jestem całkiem niezła.... Trudno tak o sobie powiedzieć, ale rzeczywiście, patrząc na ogrom pracy, jaką wykonałam, naprawdę jestem niezła!

Powiem więcej, w pewnym momencie zorientowałam się, że zaczynam na wiele sytuacji gospodarczych patrzeć nie jako księgowa ale jako podatkowiec. Zgoda, księgowa pracuje na ustawach PIT, CIT czy VAT, musi znać aktualne rozporządzenia, bo te ustawy są naszym zawodowym labiryntem, te ustawy tworzą labirynt, w którym musimy umieć poruszać się z zamkniętymi oczami. Jasne, że nie sposób jest wiedzieć wszystkiego, są osoby, które lepiej znają się na CIT, inne na VAT, dlatego coraz częściej większe firmy zaczynają tworzyć komórki dedykowane konkretnym zagadnieniom, bo stawiają na wąską specjalizację pracowników. I księgowa, która jest takim jednoosobowym zespołem w firmie, nie ma możliwości biegle opanować wszystkich ustaw. Za to posiada wystarczającą wiedzę do tego, że nie dość, że wie, że coś jest nie tak, to jeszcze wie jak szukać i gdzie szukać wyjścia z sytuacji.

Ale mimo wszystko, z całym szacunkiem dla wszystkich księgowych w Polsce, my mimo wszystko inaczej jesteśmy uczeni tego, by analizować sytuację gospodarczą. Nas uczą tego jak zaksięgować, zgodnie z ustawą, żeby było dobrze. Natomiast osoby specjalizujące się w podatkach wskazuje na to, co mówi ustawa. Osoba specjalizująca się w podatkach rozpatruje zdarzenie gospodarcze wielopłaszczyznowo: pod kątem ustawy o rachunkowości, pod kątem ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, pod kątem VAT a nawet, jeśli trzeba, wspiera się rozporządzeniami, dyrektywami i innymi ustawami.

I pewnego dnia zrozumiałam, że zaczyna mnie ciągnąć właśnie w tym kierunku, w kierunku podatkowym. To bardzo trudny obszar. Nie wiem, czy jestem już na niego gotowa. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła pierwszego kroku....

Dwa tygodnie temu zaczęłam chodzić na zajęcia poświęcone specjalizacji jaką jest rachunkowość podatkowa :)


Już od pierwszych zajęć zauważyłam, ze poziom jest wysoki, materiał trudny a ćwiczenia wymagające. O wielu sytuacjach, o których tam się dowiaduję, nie miałam wcześniej bladego pojęcia. Więc nie wiem, czy nie za wcześnie... Ale ciągnęło mnie strasznie. Pomyślałam, że to będzie bardzo dobry ruch do tego, żeby przekonać się na własnej skórze, czy jestem w stanie zagłębić się tak bardzo w podatkach, żeby kiedyś ewoluować w tym kierunku i poszerzyć mój zawód o doradcę podatkowego. Jakby nie było, do emerytury mam jeszcze trochę czasu ;) A fajne w tym kursie jest to, że nadal jego głównym trzonem jest rachunkowość, a więc jako księgowa zyskuję podwójnie.

Kurs trwa cztery miesiące i jeśli go zaliczę to będę mogła pochwalić się zawodowym certyfikatem :)

A jak to ma się do tytułu wpisu? 

Sądzę, że już wiesz. Sądzę, że już rozumiesz. Bo gdybym źle wybrała, gdybym pracowała w zawodzie, który jednak średnio mi podszedł, nie miałabym ochoty na dalsze podnoszenie kwalifikacji. Zamiast przeznaczać pięć wieczorów na tkwienie z nosem w książkach i ustawach, mogłabym ganiać razem z Harrym Hole po Norwegii albo i na końcu świata, wszędzie, gdzie jest ciepło :) byle tylko móc odpocząć po pracy... A zamiast tego nie dość, że Harry musi na mnie jeszcze zaczekać, to ja chcę więcej!

Sądzę, że tak samo jest z Tobą. Niezależnie od tego czy zmieniłaś pracę na nową, branżę na inną, czy rzuciłaś się w wir własnej działalności :) 

Jest tak? Daj znać koniecznie! :)
Monika
Dziękuję, że dzielisz się tym wpisem ze znajomymi! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz:)