12 kwietnia, 2016

Czy warto zamienić pasję w biznes?

Od dłuższego czasu obserwuję w sieci pewien trend, który mnie zastanawia i niepokoi jednocześnie. Pasja. Niemal wszędzie, gdzie nie zajrzę, pojawiają się mentorskie teksty o pasji. Wychodzi na to, że człowiek pasję musi mieć, inaczej wart jest funta kłaków. Ze wszystkiego robimy pasję. Pasjami oglądamy telenowele, pasjami jemy, pasjami czytamy, pasjami uprawiamy sporty i robimy zakupy. Wreszcie pasjami pracujemy, zarabiamy i śpimy. Obłęd. A może by tak najpierw po prostu żyć i pozwolić pasji, by tą pasją była?

Modne stało się powiedzenie, że mam pasję. Problem zaczyna się w chwili, gdy zaczniesz ciągnąć delikwenta za język i z żywym zainteresowaniem chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o tej jego pasji. Bo nagle okazuje się, że owszem, pasjami czyta książki, ale ostatnio czytał ją trzy miesiące temu. Pasjami podróżuje, podczas gdy ostatnią wyprawę zaliczył rok temu w wakacje gdzieś nad polskim morzem. Pasjami uprawia sporty, nosząc przy sobie kartę Multisport, chociaż jest tak zapracowany, że nie ma czasu z niej skorzystać.

A może by tak pozwolić sobie tak zwyczajnie na hobby?. Chwilowe zainteresowanie jednym tematem, by płynnie pod wpływem natchnienia przejść do kolejnego i nie robić z tego igieł z widłami? Ludzie, dajcie żyć ;) Pozwólmy sobie na cieszenie się szydełkowaniem wieczorową porą, bez robienia ze wszystkiego pasji.

Dlaczego o tym właśnie teraz piszę? Cóż, natchnęła mnie do tego pewna rozmowa, jaką odbyłam jakiś czas temu. Byłam z wizytą u koleżanki w jej nowo otwartym salonie. Wiedziałam, ze od lat pasjonuje się dekorowaniem wnętrz i projektowaniem. Wiele ze swoich prac przedstawiała na blogu. Dziewczyna ma smykałkę i przy niskim budżecie potrafi wyczarować w mieszkaniu cuda. Zazdroszczę. Aż pewnego dnia dowiedziałam się, że otworzyła salon urody. W tej sytuacji moje pierwsze pytanie było, a dlaczego nie projektowanie? Czemu nie zamieniłaś swojej pasji w biznes związany z wystrojem wnętrz? Otrzymałam odpowiedź równie prostą, jak i oczywistą: bo przestałoby to być moją pasją.

I coś w tym jest. Kiedyś podobne pytanie zadała mi moja koleżanka - zapytała o to, dlaczego nie sprzedaję moich szydełkowych prac? Odpowiedziałam jej wtedy, że masowa produkcja nie byłaby już tak przyjemna jak teraz. Gdybym zaczęła zarabiać na tym, co lubię, co sprawia mi przyjemność i co stanowi bardzo ważną odskocznię od pracy zawodowej, jestem pewna że bym to bardzo szybko znielubiła. Bo to biznes. Bo w biznesie nie ma miejsca na próby, próbki, prucie. Bo robi się pod konkretne wyobrażenie, a nie własne. Bo trzeba dostosować się pod klienta. Bo przeliczanie włóczek na zwrot zabija całą radość z szydełkowania.

Wiem, że jest wiele kobiet, które zaczęły zarabiać na swoich pasjach i bardzo im kibicuję. Jednak uważam, że właśnie po to, byśmy zbyt szybko się nie wypaliły, musimy mieć coś, czym zajmiemy głowę i myśli po godzinach pracy, dla odświeżenia, jako naszą odskocznię. Po to, byśmy mogły z pełną parą i na świeżo zająć się następnego dnia cyferkami i liczeniem zysku :)

Wiem też, że wiele osób, które decyduje się na zmianę pracy, zaczyna w pewnym momencie skłaniać się ku branży, która niejako pokrywa się z jej zainteresowaniami. I bardzo dobrze. Przyjemnie jest pracować w tym, co się lubi. Zostaw jednak dla siebie taki obszar, taką przestrzeń, której nie dotknie biznes ani finanse. Niech jako jedyne będzie ponad to. Idę o zakład, że większość osób, które zarabiają na swojej pasji, oddaje się po pracy innej pasji, dzięki której ładuje akumulatorki przed następnym starciem ze swoim biznesem.

Jeśli znasz kogoś, kto zarabia na swojej pasji, daj mi znać w komentarzach :)
Dziękuję, że dzielisz się tym wpisem ze znajomymi! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz:)