01 grudnia, 2016

3 inspiracje książkowe do przeczytania - biznes w grudniu

Jak mam czas to książki pochłaniam pasjami. Głównie kryminały. Książki biznesowe zawsze mnie usypiały. Ale jak patrzę na zmiany jakie zaszły w literaturze biznesowej to oczy same biegną do wielu tytułów. A może po prostu starzeję się? ;) W każdym razie raz w miesiącu będę podrzucała Wam trzy tytuły książek biznesowych, które sama chętnie przeczytam i mam cichą nadzieję, że nastąpi to szybciej niż później... To co? zaczynamy!


Biblia e-biznesu 2. Nowy Testament

Autor: pod redakcją Macieja Dutko.
Wydawnictwo: One Press

Jest to praca zbiorowa, w której doświadczeniem, pasją ale tez trudami prowadzenia biznesu dzieli się z nami wielu wybitnych polskich przedsiębiorców, od których naprawdę mamy się czego uczyć. Sądzę, że ponieważ granice między biznesem a e-biznesem mocno zacierają się (bo każdy biznes w pewnym sensie jest w sieci) to jest to lektura obowiązkowa dla każdego z nas, bez względu na jakim etapie jest Twoja działalność gospodarcza.

Za wydawnictwem:  "(...) Przez ten czas statystycznemu polskiemu e-przedsiębiorcy przybyło zmarszczek, ubyło złotówek, a także chęci, by rywalizować w coraz bardziej krwawej walce z konkurencją bezmyślnie zaniżającą ceny. Dlatego do prac nad nowym wydaniem przystąpiło blisko 60 autorów, którzy na blisko 800 stronach i w niemal 120 rozdziałach tematycznych dostarczają Ci kilku tysięcy bezcennych i praktycznych wskazówek, mogących zoptymalizować Twój e-biznes i przywrócić mu blask, a Tobie — uśmiech skutecznego przedsiębiorcy, który konkurencję będzie od teraz widział... jedynie we wstecznym lusterku.

Gra o biznes

Autor: Izabela Makosz



Panią Izabelę śledzę niemal od pierwszych odcinków jej kanału na Youtube "Time for Business". Jeśli nie śledzicie to czas nadrobić. Nagrania są bardzo merytoryczne i co ważne, problematyka przedstawiona "po ludzku", zrozumiale i przystępnie dla każdego laika biznesowego.

Mnie osobiście przede wszystkim ciekawi spojrzenie na biznes prawniczki, ale przede wszystkim kobiety, która postawiła się światu i miała w sobie tak wiele zaciętości, żeby zrealizować swój biznes w takim kształcie, w jakim go sobie wymarzyła. Mam nadzieję, że po lekturze tej książki takich kobiet na naszym rynku będzie coraz więcej :)

Za autorką:
"Książka Gra o biznes. Sezon 1. 88 sprawdzonych, praktycznych porad, jak prowadzić biznes nie jest encyklopedią teoretycznych wywodów. Nie jest traktatem o biznesie, jest żywą historią, jest przewrotną opowieścią o sukcesach i błędach, o budowaniu siebie, o dojrzewaniu do bycia szefem, przedsiębiorcą, businesswoman. Gra o biznes to „kręgosłup” dobrego biznesu, ogromna porcja wiedzy, humoru, merytoryki, pasji z kopniakiem potrzebnym, by zrozumieć, że podjecie działania jest początkiem sukcesu."

Autor: Dorota Jędrzejewska, Rafał Niemczyk.


Kilka dni temu otrzymałam wiadomość, w której nadawca zapytał mnie o ewentualną współpracę w zakresie pisania tekstów na zlecenie. Chwilowo, a na pewno dopóki nie skończę w lutym kursu podatkowego, nie wezmę na siebie kolejnego zobowiązania, dlatego grzecznie wyjaśniłam Panu, że do końca zajęć nie mam absolutnie wolnej chwili na dodatkowe zajęcia.

Ale myśl zakiełkowała. Zakiełkowała przede wszystkim pod kątem pisania postów na bloga. Bo może czegoś im brakuje? może powinnam popracować nad nimi, żeby były lepsze, przyjemniejsze dla oka, płynniejsze? I dlatego przeszperałam różne blogi o copywritingu, m.in. ten na blogu Tekściary: "3 książki, które każdy początkujący copywriter musi przeczytać". Moim zdaniem warto skonfrontować naszą wiedzę o tworzeniu tekstów na bloga z wiedzą, którą dzielą się zawodowcy pisania. Bo nie dość, że piszemy po to, żeby czytelnicy chętniej nas czytali, to warto regularnie odświeżać swoje umiejętności i szukać obszarów, w których można coś zrobić jeszcze lepiej.

To co, czytamy razem? :) W grudniu wpadnie kilka wolnych dni, może więc warto zerknąć do tych książek właśnie teraz ? :)

A tak w ogóle to podziel się tytułami, które znasz albo chciałabyś przeczytać, ciekawa jestem co to jest.. :)    
Dziękuję, że dzielisz się tym wpisem ze znajomymi! :)

29 listopada, 2016

Po czym poznać, że dobrze wybrałaś swoją zmianę?

W większości moich wpisów staram się zachęcić Ciebie do podjęcia tych trudnych kroków i zawalczenia o swoją zawodową przyszłość. Udaje mi się? Mam nadzieję, że tak. W każdym razie, w każdej chwili możesz do mnie napisać, czy to na Facebooku, czy w mailu, jak wolisz. Pisz. W kółko piszę o tym co przed, co Ciebie czeka, z czym będziesz musiała się zmierzyć. Ale tym razem, chyba pierwszy raz odkąd zaczęłam tutaj pisać, napiszę Ci coś, o czym nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz. Napiszę Ci o tym......

 

Po czym poznać, że dobrze wybrałaś swoją zmianę? 

Wiele kobiet, jak decyduje się na zmianę, zazwyczaj zakłada własną działalność i wypływa na szerokie wody biznesu. Bardzo to chwalę, bo choć pracy na swoim jest szalenie dużo, to jednak taki krok jest ważny dla każdej z nas, nawet jeśli za jakiś czas okaże się, że zamknięcie biznesu jest nieuchronne.. Ja jednak postanowiłam zmienić zawód, zdobywając nowe kwalifikacje i decydując się na pozostanie na etacie. Gdy zostałam księgową, nie było opcji własnej działalności. Z resztą, kto trzeźwo myślący powierzyłby mi swoje księgi? Ja sama sobie bym wtedy nie powierzyła ;) Dlatego nawet nie brałam takiego rozwiązania pod uwagę tylko wszystkimi siłami starałam się dostać do kogoś do pracy na etacie.

W pracy w kółko o wszystko pytałam....


Lata mijały a ja uczyłam się ile mogłam. W pracy w kółko o wszystko pytałam, dociekałam, w domu przeliczałam, nieustannie podglądałam i ćwiczyłam. Ciągle czytałam nowe rozporządzenia, zmiany w ustawach, interpretacje podatkowe. Chłonęłam, choć na początku wydawało mi się, że ja nawet nie rozumiem tego o czym oni wszyscy do mnie piszą.... A dziś? Dziś uśmiecham się sama do siebie na wspomnienie tamtej Moniki... Dziś płynnie posługuję się ustawami, mam świeże spojrzenie na większość tematów, trochę zadziornie próbuję weryfikować rzeczywistość na zasadzie nie da się? To ja Wam pokażę, że da się! 

I wiesz co? Ja tego wszystkiego nie robię z musu, dlatego że tak trzeba, ponieważ zawód księgowej wymaga stałej aktualizacji wiedzy. Nie robię tego, bo mi ktoś każę. Robię to dlatego, bo mnie to ciekawi, bo chcę wiedzieć, bo chcę być jeszcze lepsza, choć już teraz uważam, że jestem całkiem niezła.... Trudno tak o sobie powiedzieć, ale rzeczywiście, patrząc na ogrom pracy, jaką wykonałam, naprawdę jestem niezła!

Powiem więcej, w pewnym momencie zorientowałam się, że zaczynam na wiele sytuacji gospodarczych patrzeć nie jako księgowa ale jako podatkowiec. Zgoda, księgowa pracuje na ustawach PIT, CIT czy VAT, musi znać aktualne rozporządzenia, bo te ustawy są naszym zawodowym labiryntem, te ustawy tworzą labirynt, w którym musimy umieć poruszać się z zamkniętymi oczami. Jasne, że nie sposób jest wiedzieć wszystkiego, są osoby, które lepiej znają się na CIT, inne na VAT, dlatego coraz częściej większe firmy zaczynają tworzyć komórki dedykowane konkretnym zagadnieniom, bo stawiają na wąską specjalizację pracowników. I księgowa, która jest takim jednoosobowym zespołem w firmie, nie ma możliwości biegle opanować wszystkich ustaw. Za to posiada wystarczającą wiedzę do tego, że nie dość, że wie, że coś jest nie tak, to jeszcze wie jak szukać i gdzie szukać wyjścia z sytuacji.

Ale mimo wszystko, z całym szacunkiem dla wszystkich księgowych w Polsce, my mimo wszystko inaczej jesteśmy uczeni tego, by analizować sytuację gospodarczą. Nas uczą tego jak zaksięgować, zgodnie z ustawą, żeby było dobrze. Natomiast osoby specjalizujące się w podatkach wskazuje na to, co mówi ustawa. Osoba specjalizująca się w podatkach rozpatruje zdarzenie gospodarcze wielopłaszczyznowo: pod kątem ustawy o rachunkowości, pod kątem ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, pod kątem VAT a nawet, jeśli trzeba, wspiera się rozporządzeniami, dyrektywami i innymi ustawami.

I pewnego dnia zrozumiałam, że zaczyna mnie ciągnąć właśnie w tym kierunku, w kierunku podatkowym. To bardzo trudny obszar. Nie wiem, czy jestem już na niego gotowa. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła pierwszego kroku....

Dwa tygodnie temu zaczęłam chodzić na zajęcia poświęcone specjalizacji jaką jest rachunkowość podatkowa :)


Już od pierwszych zajęć zauważyłam, ze poziom jest wysoki, materiał trudny a ćwiczenia wymagające. O wielu sytuacjach, o których tam się dowiaduję, nie miałam wcześniej bladego pojęcia. Więc nie wiem, czy nie za wcześnie... Ale ciągnęło mnie strasznie. Pomyślałam, że to będzie bardzo dobry ruch do tego, żeby przekonać się na własnej skórze, czy jestem w stanie zagłębić się tak bardzo w podatkach, żeby kiedyś ewoluować w tym kierunku i poszerzyć mój zawód o doradcę podatkowego. Jakby nie było, do emerytury mam jeszcze trochę czasu ;) A fajne w tym kursie jest to, że nadal jego głównym trzonem jest rachunkowość, a więc jako księgowa zyskuję podwójnie.

Kurs trwa cztery miesiące i jeśli go zaliczę to będę mogła pochwalić się zawodowym certyfikatem :)

A jak to ma się do tytułu wpisu? 

Sądzę, że już wiesz. Sądzę, że już rozumiesz. Bo gdybym źle wybrała, gdybym pracowała w zawodzie, który jednak średnio mi podszedł, nie miałabym ochoty na dalsze podnoszenie kwalifikacji. Zamiast przeznaczać pięć wieczorów na tkwienie z nosem w książkach i ustawach, mogłabym ganiać razem z Harrym Hole po Norwegii albo i na końcu świata, wszędzie, gdzie jest ciepło :) byle tylko móc odpocząć po pracy... A zamiast tego nie dość, że Harry musi na mnie jeszcze zaczekać, to ja chcę więcej!

Sądzę, że tak samo jest z Tobą. Niezależnie od tego czy zmieniłaś pracę na nową, branżę na inną, czy rzuciłaś się w wir własnej działalności :) 

Jest tak? Daj znać koniecznie! :)
Monika
Dziękuję, że dzielisz się tym wpisem ze znajomymi! :)

27 listopada, 2016

Jak ustawić przyjazny link na LinkedIn i dlaczego taki szczegół jest ważny?

Podobno jak Ciebie widzą, tak Ciebie piszą. Albo jeśli nie ma Ciebie w googlu, to znaczy że nie istniejesz. Albo... Albo po prostu, dlatego, że przyjazny link na LinkedIn wygląda dobrze, wygląda profesjonalnie, jest bardzo praktyczny, ponieważ łatwo i estetycznie komponuje się w naszym CV a tak w ogóle to taki link łatwo przekazać dalej... Przekonałam Ciebie? Uff, to teraz sprawdź jak go ustawić:

Jak ustawić przyjazny link do mojego zawodowego profilu na LinkedIn?


Krok pierwszy:

Po zalogowaniu się do swojego profilu, wejdź w edycję. Pod zdjęciem znajduje się Twój aktualny link. Na końcu tego linku, gdy najedziesz kursorem, pojawi się śrubka:


Krok drugi:

gdy w niego klikniesz, serwis przeniesie Ciebie do edycji drugiego poziomu. Tam znajdują się między innymi do wyboru informacje, które chcesz o sobie publikować na profilu albo wygenerować wizytówkę na stronę internetową czy internetowe CV. Ciebie w tej chwili interesuje Twój publiczny url -> kliknij więc w ołówek na końcu obecnego adresu:



Krok trzeci:

Po kliknięciu w ołówek pojawi się edytowalne pole, w które wpisz to w jaki sposób chcesz mieć utworzony swój własny adres na LinkedIn. Najczęściej to jest po prostu imię i nazwisko, czasem zdarza się, że osoby wpisują tutaj nazwę swojej działalności gospodarczej. Dla nas, myślę, imię i nazwisko to opcja najlepsza. I pamiętaj, musisz zmieścić się w maksymalnie 30 znakach.




Krok czwarty:

Zapisujesz, odświeżasz stronę, wracasz do głównego widoku swojego profilu i tuż pod zdjęciem masz już swój osobisty adres na LinkedIn :)



Dlaczego taki drobiazg jest ważny? Pomijam już aspekt wizualny, ale pamiętaj, że serwis działa w oparciu o algorytmy wyszukiwarki a ta z kolei w pierwszej kolejności pobiera dane z tytułu (w naszym przypadku imię i nazwisko), potem opis (ta linijka tuż pod imieniem i nazwiskiem, nie mylić z summury / z podsumowaniem) i w końcu słowa zawarte w adresie url. Te trzy główne "miejsca" wpływają Twoją pozycję w wynikach wyszukiwania. Jeśli więc potencjalny rekruter wpisze w wyszukiwarkę Twoje nazwisko, które, tak jak moje jest dość popularne, to w wynikach najwyżej i wyskoczą mu wszystkie osoby z przyjaznym url, dopiero później te z tym tradycyjnym, który tworzy się podczas zakładania konta.


















Dziękuję, że dzielisz się tym wpisem ze znajomymi! :)

08 listopada, 2016

Chcę zmienić pracę - czy warto udzielać się w grupach zawodowych na Linkedin?

LinkedIn jest największą siecią międzynarodowych kontaktów zawodowych i biznesowych. Idealny dla osób poszukujących pracę, zmieniających zawód ale tak samo ważny dla osób prowadzących własny biznes i poszukujący kontaktów zawodowych. W Polsce LinkedIn z roku na rok konsekwentnie zdobywa popularność, co mnie bardzo cieszy, ponieważ uważam ten serwis za bardzo merytoryczny, czytelny, w pełni intuicyjny i co ważne! ogromnie skuteczny. Czy jest dla każdego? tak! ponieważ nawet jeśli nie znasz języka angielskiego, LinkedIn możesz przełączyć na języki polski i czerpać z niego do woli :) Zatem jakie korzyści zawodowe daje nam LinkedIn?

O tym dlaczego warto mieć profil zawodowy na LinkedIn pisałam we wpisie 5 powodów dla których warto mieć profil zawodowy na LinkedIn  - nawet jeśli dopiero w Twojej głowie kiełkuje myśl o zmianie pracy lub zmianie zawodu, powinnaś poważnie pomyśleć o założeniu profilu zawodowego na LinkedIn a jeśli już go masz - odśwież go i dopracuj a zobaczysz, że ten czas zaprocentuje.

Dzisiaj jednak chciałabym napisać Ci o tym, dlaczego warto udzielać się w grupach zawodowych na LinkedIn. Są osoby, które nawet nie wiedzą, że LinkedIn ma grupy choć ma je od bardzo dawna. Wiele firm w Polsce nawet nie zdaje sobie sprawy z potencjału biznesowego płynącego z posiadania własnej firmowej grupy na LinkedIn. Dobra, ale to temat rzeka i na zupełnie inny wpis :) Dzisiaj spróbuję przekonać Ciebie do tego, byś po odświeżeniu swojego profilu zawodowego, zaczęła udzielać się w grupach LinkedIn.

Dobra, zakładam, że Twój profil jest już odświeżony i zaktualizowany, teraz czas na zapoznanie się z grupami. Gotowa? to zaczynamy :) Najpierw kilka słów o tym jak je znaleźć a na końcu o tym, dlaczego warto z nich korzystać.

Krok 1
Najeżdżasz kursorem w górnym menu na zakładkę Interests - w tym momencie rozwinie się podmenu - w nim znajdziesz - Companies, Groups, SlideShare. -> wybierasz Groups.



Krok 2
Zostaniesz przeniesiona na stronę do zarządzania grupami. Na tej stronie, osoby, które należą już do jakiś grup, zobaczą najnowsze wpisy z najbardziej aktywnych grup. Jeśli nie należysz do żadnej z nich, prawdopodobnie LinkedIn podrzuci Ci własne propozycje na podstawie Twojego doświadczenia zawodowego lub zainteresowań.

W każdym razie główne miejsce dowodzenia Grupami LinkedIn wygląda tak:




Krok 3

Jak wyszukać grupę, która może nas zainteresować?

I tutaj przyznaję LinkedIn dał ciała. Ponieważ do wyszukiwania grup służy ta sama ogólna wyszukiwarka, co do wyszukiwania osób czy stron firmowych. To jest mylące i często sama w pierwszej chwili mam problem ze zlokalizowaniem wyszukiwarki zanim przypomnę sobie, że to o tę górną chodzi.
Jak więc wyszukać grupę?
A tak:) :



W pole wyszukiwarki tradycyjnie wpisujesz hasło najbliższe tematyce grupy, rozwijasz to maleńkie menu -> kwadracik przy wyszukiwarce -> i wybierasz obszar, w którym chcesz uzyskać wyniki wyszukiwania. Ale żeby nie było za różowo, LinkedIn wepchnie Ci, mimo wszystko w ramach dodatków wyniki wyszukiwania zgodne z hasłem, które wpiszesz, ale z pozostałych obszarów, na przykład strony firmowe. Wygląda to mniej więcej tak:



Z jednej strony dobrze, z drugiej niekoniecznie. Ale co zrobisz? Nie zrażaj się tym jednak, ponieważ ostatecznie, po wciśnięciu entera, strona się przeładuje a Ty wylądujesz z wynikami, które pierwotnie widziałaś w podpowiedziach wyszukiwarki. Tym razem jednak na górze będą grupy, zgodnie z oczekiwaniami.



Krok 4
Część grup jest zamkniętych. To oznacza, że po tym, gdy wciśniesz ten magiczny guziczek -Join- otrzymasz komunikat w stylu, że Twoja prośba czeka na zatwierdzenie przez administratora. Jeśli admin jest ogarnięty a grupa żywa to dołączysz do grupy w zasadzie jeszcze tego samego dnia. Jeśli jednak administrator jest gościem w swojej grupie a grupa żyje własnym życiem bądź już dawno wymarła... poczekasz trochę dłużej. Albo nie doczekasz się wcale.

Jak w takim razie zarządzać zaproszeniami oczekującymi?

W bardzo prosty sposób:

Zmykasz na stronę główną z grupami ;) -> patrz Krok 1 -> i tam masz coś tak magicznego jak My Groups a w nich Pending (oczekujące) ->


Jeśli uznasz, że już nie chcesz dłużej czekać, po prostu kasujesz swoją prośbę o dołączenie do grupy.

No dobrze, ale co jeśli czas zweryfikował Twoje wybory i są grupy, z których chcesz się wypisać? W wolnej chwili wracasz do My Groups i tam, korzystając ze "śrubki", zarządzasz wybraną grupą. Odłączasz się od niej. Można też to zrobić z poziomu samej grupy. Jak Ci będzie wygodniej.



Proste, prawda? Ten serwis naprawdę da się lubić. Co więcej, niesie za sobą szereg możliwości.

Po pierwsze: 
dzięki grupom międzynarodowym, możesz udzielać się również w grupach angielskojęzycznych. W ten sposób nie tylko ćwiczysz język biznesowy, ale też docierasz do niesamowitych ludzi, często dużo bardziej otwartych i życzliwych niż Polacy. Wybacz, ale to prawda. Będziesz miała okazję poznać biznes, branżę czy charakter stanowiska pracy z zupełnie innej strony, z perspektywy zupełnie nieznanego nam kraju.
Co ważne, takimi działaniami zwiększasz swoje szanse na uzyskanie pracy za granicą. Albo nawet w oddziale Polskim międzynarodowej firmy, która, możesz mi wierzyć, rekrutuje ludzi głównie dzięki LinkedIn.

Po drugie:
docierasz do osób, które dużo chętniej opowiedzą Ci o branży czy pracy w danej firmie albo o specyfice stanowiska, o którym myślisz. Pamiętaj, że grupy działają tak jak kiedyś fora internetowe - ludzie chętnie dzielą się wiedzą w zamkniętym środowisku, w którym mogą nawiązać relacje z innymi użytkownikami niż publicznie.

Po trzecie: 
rekruterzy też obserwują takie grupy co oznacza, że czytając Twoje wypowiedzi zaczynają Ciebie bliżej poznawać i doceniać wartość Twojego doświadczenia i pracy. I teraz spójrz, załóżmy że idziesz na rozmowę rekrutacyjną do firmy i podczas spotkania dowiadujesz się, że przed Tobą rekruter spotkał się z inną Kobietą o takim samym doświadczeniu zawodowym oraz o bardzo zbliżonych kwalifikacjach i umiejętnościach. Macie takie same oczekiwania finansowe i możecie w tym samym czasie rozpocząć pracę. Obie podobacie się rekruterowi, ale tylko jedna z Was może przejść do dalszego etapu. Jedyna różnica między Wami jest taka, że rekruter nie znalazł nic więcej o tamtej osobie, ta osoba mimo że ma profil na LinkedIn, nigdzie się nie udziela, nie dzieli się wiedzą, nie wychodzi do ludzi. Za to Ty nie dość, że udzielasz się w grupie to jednocześnie prezentujesz swoją wiedzę, po sposobie wypowiedzi rekruter jest w stanie ocenić, czy jesteś otwartą i kontaktową osobą, czy chętnie pomagasz, czy naprawdę lubisz to co robisz.

Jak sądzisz? Która z Was w tej sytuacji ma większe szanse na dalszy etap? To oczywiste :)

Udział w grupie zawodowej dopisz do swojego CV


Aha, i pamiętaj o jednej bardzo ważnej rzeczy - jak tylko zadomowisz się w jakiejś grupie, wróć do swojego papierowego CV i wpisz w polu Zainteresowania udział w tej grupie - podaj jej pełną nazwę, najlepiej podlinkuj a obok nazwy w nawiasie wpisz bezpośredni adres np. Grupa Popappprana (www.linkedin.com/..... ) to grupa dla osób zainteresowanych tematyką wyższości słońca nad księżycem! wśród 300 członków grupy dzielimy się spostrzeżeniami dnia codziennego. Zapraszam :)

Jeśli masz pytania to tradycyjnie zapraszam, pisz śmiało na jakzmieniczawod@gmail.com a w między czasie dołącz do naszego newslettera :)




powered by TinyLetter

Powodzenia!
Monika
Dziękuję, że dzielisz się tym wpisem ze znajomymi! :)

01 listopada, 2016

Dlaczego zainteresowania mogą nam pomóc znaleźć lepszą pracę?

Lubię mówić, że pierwsza praca jest jak naleśnik - zawsze nieudana :) Oczywiście z przymrużeniem oka, ale w większości przypadków coś w tym jest. Gdy idziesz do nowej pracy zaraz po szkole średniej lub po studiach, masz głowę pełną ideałów, naiwnie wierzysz w moc sprawczą swoich ambicji, w szczęście do szefa, który przyjmie Cię pod swoje dojrzałe skrzydła i stanie się Twoim zawodowym mentorem. A potem upadasz na bruk z głośnym plaśnięciem i kompletnie nie wiesz jak to się mogło stać...

No stało się. W większości przypadków taki początkujący pracownik ląduje na najniższym szczeblu swojej przyszłej zawodowej kariery i jest od wszystkiego co najgorsze, czyli tzw. czarnej roboty. I w pewnym sensie dobrze, ponieważ ma niepowtarzalną szansę posmakować różnych zajęć, różnych działów i różnych charakterów swoich kolegów i koleżanek. To uczy. Uczy na przykład tego, że bywają osoby, które nie szanują nikogo niższego od nich stanowiskiem. Uczy tego, że niektórzy szefowie cierpią na brak kultury i wyznają zasadę, że pracownicy powinni pracować dla nich za uścisk dłoni. No, ostatecznie za miskę zupy. Uczy też pokory. Śmiem twierdzić, że prawdziwa natura człowieka wychodzi zawsze w sytuacji, gdy ma do czynienia z początkującym pracownikiem.

Mijają lata. Zmieniasz pracę, stanowisko. Powoli awansujesz i więcej zarabiasz. Już wiesz, że na przykład choć dobra jesteś w sprzedaży to jednak bliżej Ci do PR-u. Nadal w pracy dajesz z siebie 100%, ale po godzinach pochłaniasz materiały o PR dziesiątkami. Zapisujesz się na szkolenia. Zakładasz blog. Zaczynasz wsiąkać w obszar, który coraz bardziej Ciebie pochłania. Aż w końcu przychodzi ten moment, kiedy czujesz, że musisz wybrać, że dłużej nie dasz rady nosić na sobie tych dwóch twarzy, z jednej strony handlowca, z drugiej PRowca. Czujesz potrzebę skupienia się na jednym wiodącym temacie.

Kobietom często w podjęciu tej decyzji pomaga rodzicielstwo. W swoim otoczeniu znam kilkadziesiąt przykładów kobiet, które dotychczasowe życie zawodowe zakończyły w chwili narodzin dziecka. Po powrocie z urlopu wychowawczego chciały wrócić na ścieżkę kariery z nową kartą. Wiele z nich właśnie wtedy założyło swoje własne biznesy. Inne czas urlopu wychowawczego przeznaczyły na zdobycie nowych kwalifikacji i rozpoczęciu pracy w nowym zawodzie.

Dlaczego tak się dzieje?

Moim zdaniem to kwestia dojrzałości zawodowej. Przychodzi moment, kiedy masz poczucie, że w obecnej pracy już wszystko osiągnęłaś i nie ma już drzwi, które czekałyby na to, aż je otworzysz. Do tego dochodzi mniejsze lub większe wypalenie zawodowe. Czujesz się znudzona rutyną i powtarzalnością zadań, których w rzeczywistości nie lubisz. Albo już nie lubisz. A przynajmniej już nie z takim pożądaniem jak na początku swojej kariery zawodowej. Poza tym, umówmy się, dla wielu z nas stanowiska, które zajmujemy w wieku 30+ są często przypadkowymi stanowiskami, bo tak nam się ułożyła nasza ścieżka zawodowa.

Teraz wiemy o sobie więcej.
Teraz jesteśmy silniejsze i chętniej sięgamy po zmiany. 

Fajne jest to, że wiele z naszych zainteresowań przeobraża się w biznes. Zakładamy nasze małe działalności gospodarcze z dużo większymi szansami na powodzenie właśnie dzięki wcześniejszemu doświadczeniu zawodowemu. A to bardzo ważne. Sama dobrze pamiętam swój pierwszy biznes... wymyśliłam sobie, że będę sprzedawała bieliznę. I fajnie, pomysł zacny, tylko w tedy nie miałam bladego pojęcia o tym, że powinnam go sprzedawać z marżą ... A ja nie dość, że sprzedawałam go po cenie, jaką uzyskałam od dystrybutora, to jeszcze bez vat... Jak myślisz, dużo zarobiłam? ;)

Dlaczego zainteresowania mogą nam pomóc znaleźć lepszą pracę?

Moim zdaniem dlatego, że jest to zajęcie, w którym, im więcej mu czasu poświęcasz i zgłębiasz temat, stajesz się ekspertką tematu. Tak, wiem, strasznie wyświechtane ostatnio słowo-wszyscy zaczynają być ekspertami w swoich branżach. W efekcie mamy samych początkujących i samych ekspertów, nikogo pomiędzy.

Interesując się na przykład malowaniem paznokci, próbujesz różnych metod i materiałów, chodzisz na szkolenia, podglądasz koleżanki na Youtube, ćwiczysz i z dnia na dziej stajesz się lepsza. I nagle, gdy pewnego dnia postanawiasz znaleźć pracę w tym zawodzie, na rozmowie kwalifikacyjnej deklasujesz konkurentki. Bo nie dość, że masz cenne umiejętności, zdobyte we wcześniejszych pracach, to jeszcze robisz coś z pasją i za pasją podążasz. To właśnie takie osoby "kupują" rekruterów.

Wychodzimy na przeciw nowemu. Poznajmy nowych ludzi, nawiązujemy nowe kontakty. Jesteśmy bardziej świadome tego, czym chcemy się zajmować i podejmujemy lepsze dla nas decyzje. O ile w początkach naszego życia zawodowego najczęściej godzimy się na każdą pracę, tak na pewnym etapie to my decydujemy o tym czy ta praca, którą nam oferują, jest dla nas odpowiednia. 


W jaki sposób szukać ogłoszeń o pracę, gdy nie mamy doświadczenia?


Ja na Twoim miejscu założyłabym profil na LinkedIn i dotarła do osób, które zajmują poszukiwane przez Ciebie stanowisko lub działają w branży, która Ciebie interesuje. Zanim rzucisz się na głęboką wodę, porozmawiaj z tymi osobami, podpytaj je o charakter stanowiska, o plusy i minusy, o ewentualne możliwości dalszego rozwoju.. .w końcu musisz jakoś dotrwać do tej 60-tki... ;)

Takie rozmowy dadzą Ci twarde dane, na podstawie których zweryfikujesz wyobrażenie o tym nowym stanowisku bądź branży. Znalezienie ogłoszenia o pracę stanie się dużo łatwiejsze.

powodzenia! :)
Monika
Dziękuję, że dzielisz się tym wpisem ze znajomymi! :)